O autorze
Justyna Czarna absolwentka filozofii, dziennikarka, organizatorka imprez. Zadaje celne pytania i bezkrytycznie kocha muzykę, Szkocję i Arsenal Londyn.

Uzależniona od wywiadów, festiwali i dobrej kawy. Chce prezentować to co świeże w muzyce, inspirujące w ludziach i ciekawe w społeczeństwie. Kiedyś zamieszka na wyspie Skye i w rytm The Sound Of Silence napisze scenariusz własnego filmu.

jus.czarna@gmail.com

#emigracjatoszansa

Wyjątek podważa regułę. Nie tylko w Szkocji, ale wszędzie! Dzięki nam inni mogą zostać przywitani z otwartymi ramionami. Polaku, załatwiając kolejny głośny biznes polegający na sprzedaży niebieskich LM-ów, pamiętaj, że nie wszyscy muszą o tym słyszeć w autobusie i ty sam możesz stanowić ten wyjątek. Świat imigranta nie kończy się na zakupach w Paundlandzie, wysyłaniu paczek z Primarku i browarze w polskim pubie.



Gdy jesteś w potrzebie oddadzą ostatnią koszulę. Zawsze chętni żeby się napić, jeszcze bardziej postawić piwo, potem shota, dużo shotów. Dotrzymują towarzystwa każdemu, bo rozmawiają z każdym - nie ważne gdzie i jak wygląda ich rozmówca. Głośni i rozdarci, bo kochają upijać się i siedzieć w pubie do zamknięcia. Wyjątkowo uwielbiają muzykę, zabawę i wydarzenia, na których liczba osób na metr kwadratowy przekracza setkę. Robią wszystko jakby jutra miało nie być. Mają zasłużony tytuł jednej z najlepszej i najgłośniejszej publiczności na świecie. W swojej frywolności obyczajowej nie zapominają o tradycji, historii i szczególnym patriotyzmie. Dlatego są niesamowicie butni, a ich tożsamość narodowa to zawsze największa duma. Zaraz obok gościnności, uprzejmości i szczerości, bo nie mają powodów udawać kogoś innego – bo kogo? Brytyjczyka? Nie nie... oni są Szkotami. A to wielka różnica!

Jeśli pierwsze kilka zdań wprowadziło Cię w błąd i pomyślałeś, że przyglądam się bliżej stereotypowi Polaka to nic dziwnego. Wszystko wyżej wypisane dotyczy też nas, a że naród szkocki jest nam podobny to dobry powód, żeby w końcu zrobić coś nie-polskiego. Przestać narzekać jacy jesteśmy beznadziejni i jak nas wszędzie nienawidzą. Kaj w którym możesz przestać użalać się nad swoim polactwem i zarażać pozytywną energią od szkockich obywateli. Dzięki temu rozmawiać z wysoko podniesioną głową, żeby w trakcie - zazwyczaj przypadkowych – spotkań, sami Szkoci odkryli nasze podobieństwa i to jakie wspaniałe cechy współdzielimy. Jeśli tylko twoje umiejętności językowe pozwalają na płynną komunikację w języku angielskim, łatwo się o tym przekonasz.

Jedno z najgorszych uczuć za granicą to strach przed przyznaniem się, że jesteś z Polski. Ci natomiast, którzy nigdy go nie poczuli, a w obcym kraju czuli się jak u siebie, są tematem innych artykułów. Zawsze podświadomie zastanawiasz się, czy Twój rozmówca nie został przez Polaka pobity, czy oszukany. Taki obraz masz w głowie dzięki mediom, które nieustannie przypominają Ci jak bardzo nienawidzą nas za granicą. Takie uczucie towarzyszyło mi kilka lat temu kiedy pierwszy raz zakochałam się w Szkocji i bardzo chciałam zostać jej częścią. Snułam opowieści jaki Polska to piękny kraj, w którym można cudownie żyć. Nie mijałam się z prawdą. Tylko czy wtedy wierzyli? Wtedy jeszcze nie... ale już pozwoliliśmy się im odkryć i daliśmy się polubić. A odsetek polskiej patologii, który postanowił zasiedlić Wielką Brytanie nie jest większy od ich rodzimego. Znasz dużo takich osób u siebie w kraju? Oni też nie, więc nie ma o czym rozmawiać. Bo nie mają o tych osobach nic do powiedzenia poza tym, że są. Są tak samo jak ich szkocka patologia. Od nich nie uczymy się podobieństw i nie z nimi chodzimy na koncerty. Nie z nimi spotykamy się w pubie. Nie ich poznają, a tych, którzy przyjechali tu żyć. Żyć! a nie wegetować. I takich szanują. Szanują, powiedziane wyraźnie, a nie pijackim bełkotem.

Tylko nam ciężko szanować, bo ciągle słyszymy, że traktują nas jak obywateli trzeciej kategorii, w każdym widzą złodzieja i pijaka. I niestety sami nienawidzimy tych, którym się tu powodzi ale tylko wtedy kiedy czują się od nas przez to lepsi. Najwięcej do powiedzenia mają Ci którzy za granica nie mieszkali, ale mają ziomków co dostali mieszkanie z cuncilu, dzielą z 15 innymi Polakami, tyrają u Briana. Brian jest pierwszy po Bogu i hajs leci na konto tygodniowo, więc mogą pozwolić sobie na Ryanaira raz na czas, żeby pokazać polaczkom, którzy zostali w krainie niedoli jak się żyje naprawdę. Szkoci trzymają się swojego języka i jeszcze nikt płynnie po polsku tutaj nie rozmawia. Tych komentarzy nie czytają, więc ich dobre zdanie wynika ze znajomości normalnych emigrantów, którzy sami o sobie mogą im opowiedzieć.
Nie widać z twarzy, że z Polski, a jak widać to potrafią wytłumaczyć, że Polska to nie jest ten kraj w którym po ulicy biegają misie polarne. A potem iść do pubu, poczęstować pierogami i jechać na wakacje gdzieś indziej, niż do Chorwacji. Może więc dosyć narzekania jak źle jesteśmy traktowani, jak ciężko żyć w tęsknocie za ojczyzną i zwalać winę za własne daremne życie na bycie Polakiem. Nikt tu nie zdaje pytań o czekoladę i coca-colę – zamiast tego jest zazdrość o tanie shoty, kluby otwarte do godzin porannych i piękne kobiety.
Co więcej, nie musisz się już starać nikogo przekonać, że jest inaczej. Tanie loty robią swoje – dzięki temu i dla Szkota weekend w Krakowie jest jak dla elektoratu PISu wycieczka do Lichenia.

Wyjątek podważa regułę. Nie tylko w Szkocji, ale wszędzie! Więc pamiętajmy, że dzięki nam inni mogą zostać przywitani z otwartymi ramionami. Przede mną poznali Kamila, a Kamil był gościem, który rozkochał w sobie każdego swoją osobowością i mimo, że wrócił do kraju nadal wspominają go jako tego Polaka, dzięki któremu kolejne 200 tyś nie było im straszne. I mimo, że każdy pamięta czasy, kiedy „kurwa” stało się słowem dominującym na ulicach większych miast Szkocji, znajomi Kamila na pozostałych Polaków patrzyli przez pryzmat radosnego, mówiącego płynnie po angielsku i życzliwego człowieka. Polaku, załatwiając kolejny głośny biznes polegający na sprzedaży niebieskich LM-ów, pamiętaj, że nie wszyscy muszą o tym słyszeć w autobusie i ty sam możesz stanowić ten wyjątek. Świat imigranta nie kończy się na zakupach w Paundlandzie, wysyłaniu paczek z Primarku i browarze w polskim pubie.

Aby zapobiec komentarzom tym, którzy w Szkocji mieszkają i nie czują tego co ja, proponuję zajrzeć chociaż na chwilę do Glencoe, wspiąć się na Ben Nevis, pospacerować wybrzeżem Loch Lammond lub poszukać potwora z Loch Ness. Można też jechać na Skye, popróbować lokalnych trunków i nawet smażony w głębokim oleju Mars nie smakuje najgorzej. Nie można nie dogadać się ze Szkotami nie czując, że mieszkasz w jednym z najpiękniejszych i najbardziej przyjaznych miejsc na świecie. Z Polakiem też się dogadasz, tylko przestań narzekać i udawać, że jesteś lepszy niż miliony tych, którzy zostali w Polsce. Bo dużo takich, którzy po studiach pracują w zawodzie i są przede wszystkim dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi, artystami, miłośnikami wielu dziedzin, nie tylko polityki, a ich życie nie kończy się na kolejnym anonimowym komentarzu #emigracjatoszansa. Jeśli nadal myślisz, że Polska to kraj w którym nie da się żyć, nie ma pracy, ludzie żyją w ciemnogrodzie i czas stąd wyjechać. Wyjedź jeszcze dziś, jeśli uważasz, że ktokolwiek, gdziekolwiek na Ciebie czeka. Tylko nie do Szkocji. Oni są za fajni i też mają dosyć sfrustrowanych ludzi.
Trwa ładowanie komentarzy...