O autorze
Justyna Czarna absolwentka filozofii, dziennikarka, organizatorka imprez. Zadaje celne pytania i bezkrytycznie kocha muzykę, Szkocję i Arsenal Londyn.

Uzależniona od wywiadów, festiwali i dobrej kawy. Chce prezentować to co świeże w muzyce, inspirujące w ludziach i ciekawe w społeczeństwie. Kiedyś zamieszka na wyspie Skye i w rytm The Sound Of Silence napisze scenariusz własnego filmu.

jus.czarna@gmail.com

dobra zmiana, która jest dobra.

Jeśli lubisz muzykę, albo chociaż Eda Sheerana to tekst dla Ciebie. Jeśli natomiast informacja o koncercie Eda Sheerana jest dla Ciebie tak emocjonująca jak izraelska koszykówka to uwierz, że izraelska koszykówka wcale nie jest zła i daj sobie szanse na modną zmianę.

Ed Sheeran ogłosił europejską trasę koncertową na 2018 rok, która zakończy w Warszawie na PGE Narodowym. Przez ostatnie dni to jedna z najbardziej emocjonujących i rozlewających się widomości Internecie, w szczególności w social-mediach. Po godzinie, na oficjalnym wydarzeniu było zapisanych ponad 30 tys. osób. I może to nic specjalnego, bo nadal nie można tego porównać do sprzedających się w kilka sekund koncertów The Rolling Stones, mimo wszystko jak na polskie realia – w szczególności upodobania muzyczne, co potwierdza oglądalność kanałów Disco Polo – jest to pewnego rodzaju fenomen. Jeśli jesteście w grupie osób, które dołączyły do wydarzenia na Stadionie Narodowym i lubicie Eda Sheerana to tekst dla Was – bo to znaczy, że wyliczanka artystów, która znajduje się w tekście ma szanse przypaść wam do gustu. Jeśli natomiast informacja o koncercie Eda Sheerana jest dla Was tak emocjonująca jak izraelska koszykówka to polecam od razu przejść do wyliczanki, może się uda... podobno izraelska koszykówka nie jest taka zła.

Jestem pod ogromnym wrażeniem ile miłości i pozytywnego odbioru gromadzi wokół siebie - jeden, sam na scenie, rudy (no offense!) chłopak z gitara. Ogłoszenie koncertu Eda Sheerana osobiście nie jest moi spełnieniem marzeń, ani nawet planem na przyszłoroczne wakacje – ale spowodowało uśmiech na twarzy. I mimo, że nie wszystko musi się podobać, to sam Ed Sheeran jest dla mnie dowodem na to, że coś się zmienia - jeśli Ed może być headlinerem Glastonbury, koncerty Passengera, Hoziera, czy nawet Jake Bugga zostają w moment wyprzedane i nawet na naszym polskim podwórku - Kortez gra jako główna gwiazda na Juweniach - to może znaczyć, że za czymś zatęskniliśmy. Jeśli tysiące pijanych studentów najbardziej czeka na koncert gwiazdy która przy pianinie śpiewa kołysankę dla mamy, to wystarczający powód, aby chcieć zaprezentować Wam kolejnych artystów, którzy według mnie zasługują na największe Juwenalia w życiu, a nawet Narodowy. :)

1. Roo Panes
Dowód na to, że muzyka sama w sobie jest dobra zmianą.
Roo na początku swojej kariery znany był bardziej jako model Burberry. Zdecydował się kontynuować karierę muzyka. Melodie wygrywane na 12strunowej gitarze. Ciepłe, łagodne, płynące… jak w teledysku. Miłej podróży!



2. The Tallest Man on Earth
Jego wysokość nie zna granic, z każdym albumem zachwyca, a z każdym koncertem powoduje, że przez kilka tygodni nie chce się słuchać niczego innego. Ujmująca barwa głosu, ciekawe teksty i zdrowa pewność siebie. Jeden z najpopularniejszych utworów zaczyna się słowami „I’m just a dreamer…” - nic dziwnego, przy takiej muzyce nie trudno stać się marzycielem.



3. Tom Grennan
Na ulicach każdego większego miasta w Wielkiej Brytanii, można podczas jednego dnia spotkać więcej zjawiskowych artystów, niż przez pół roku emisji polskiego talent show. Niech nikt się nie obraża - bo Tom Grennan aby zostać u nas zauważonym, musiałby przejść znacznie dłuższa drogę. Mimo, że można go zobaczyć w coraz większych salach koncertowych, nadal brzmi jakby grał dla wracających z zakupami z Poundlanda, a obok takiego głosu nie sposób przejść obojętnie.



4. Jono McCleery
Jono bardzo często odwiedza nasz kraj, co jest kolejnym dowodem na to, że Polacy pokochali songwriterskie dźwięki. I patrząc na intensywność odwiedzić śmiem twierdzić, że miał w tym spory udział. Jono w tym roku wystąpi na festiwalu w Jarocinie – tak, tym Jarocinie i tam także będą słuchać w skupieniu pięknych melodii jednego człowieka z gitarą. Jeśli nie podoba Ci się Wonderful Life w wersji MCCleery, chyba nie lubisz muzyki :)



5. Tom Walker
Nie może nie podobać się miłośnikom Hoziera, czy wspomnianego już zbyt wiele razy Eda Sheerana. Z zaledwie jedną epką na koncie, zdążył rozkochać w sobie miliony użytkowników Spotify. Warto śledzić, a za parę miesięcy powiedzieć „słuchałam, zanim zaczeli go grać wszędzie”



6. Conner Youngblood
W tym chłopaku jest więcej słodyczy niż cukru w cukrze. Niesamowicie skromny, nadal poszukujący, ale jakby od dawna widział czego…



8. Asgeir
W Polsce czekamy na kolejny koncert, w innych krajach już zapełnia największe sale. Nikt z wyżej wymienionych artystów nie wpływa wokalem tak silnie na emocje jak dwudziesto-paro letni chłopak z Islandi. I nie ważne, czy śpiewa po angielsku, czy w swoim ojczystym języku – swoją barwa głosu czaruje, uwodzi i przenosi w lepsze miejsca.



7. Thomas Dybdahll
Ten chłopak ma wszystko co współcześnie potrzebne aby odnieść sukces – głos, talent, uśmiech, bezpretensjonalność i duszę artysty. Jeszcze tylko wielkie sceny. Na jego ostatnim koncercie w Warszawie pojawiło się około 200 osób, i między innymi dzięki nim, powstał ten tekst.



9. Jake Isaac
Karaibskie pochodzenie pozwala londyńczykowi wyjść poza utarte brytyjskie muzyczne schematy. Po niezwykle udanym występie na zeszłorocznym Glastonbury, zachwycił wytwórnie i najlepszych managerów. Dzięki temu koncertuje w większości europejskich krajów, chociaż nadal na pierwszym miejscu stawiając spotkania z ludźmi. Pomału zaczyna brakować na koncertach miejsc, ale nadal wybiera małe intymne sale z klimatem.



10. Fink
Mam świadomość, że większość z Was doskonale go zna, mimo to to zasługuje na wyliczankę jak mało kto. I pewnie pomyślicie, że powinnam wymienić także Bon Ivera, Bena Howarda czy Glena Hansarda – ale w taki sposób ten artykuł nie powstałby nigdy (chociaż Hasarda żałuję...) Fink był dla mnie pierwszym znakiem, że prosta - ale nie zawsze łatwa, autentyczna - ale nie pozbawiona banałów, co najważniejsze szczera muzyka, podoba się coraz bardziej. W końcu nie zostajemy w tyle z docenieniem najnowszego trendu.



Rosnąca popularność ww. Panów i sama myśl do zaprezentowania ich twórczości sprowadza się do stwierdzenia, że coś się zmienia. W muzyce przyszedł czas na zmianę, dobrą zmianę. Muzyka znów zaczyna mieć znaczenie i zaczyna mieć treść. Tak jak wtedy, kiedy Piotr Kaczkowski, czy Wojciech Mann prezentowali nowe utwory The Beatles, a nasi rodzice z wypiekami na twarzy czekali, aż opowiedzą kolejną historię utworu, często tłumacząc znakomity tekst. I mam świadomość, że ani Ed Sheeran, ani żaden z wymienionych artystów nigdy nie dostanie Nagrody Nobla, to sama moda na songwriterów i pozornie proste melodie bardzo cieszy. Wymienieni artyści to nadal nie Dylan, Young czy Backley, a ich słuchanie to nadal nie kultura, a moda. Miejmy tylko nadzieje, że nie przelotna jak sezonowe kolory, a bardziej kultowa jak wytarty dżins. W świecie w którym ciągle biegniemy i ciągle brakuje czasu, muzyka pozwala zatrzymać się, pomyśleć, często prawdziwie oddychać. Jeśli prawdą byłoby, że nieustająca pogoń powoduje nasze rosnące zamiłowanie do łagodnych melodii, to już niedługo na listach przebojów możemy spodziewać się Johnego Cage z utworem „4`33”.
Trwa ładowanie komentarzy...